Recenzja
HOARD dostarczył mi wystarczająco wiele rozrywki, bym mógł w końcu oderwać się od zabawy i napisać krótką recenzję dziecka ze stajni Big Sandwich Games. Bez wątpienia pozycja warta jest naszej uwagi, bowiem wyróżnia się nawet na tle rozlicznych tytułów niezależnych, których to opisywana produkcja jest dzielnym reprezentantem. Czym zaskakuje, a czym rozczarowuje?
BAJKA O SMOKACH
Rzecz dzieje się w fantastycznych czasach, gdy na ziemi rządzą bohaterscy rycerze, pięknie księżniczki czekają na swoich wybawicieli w zamkowych wieżach, a w powietrzu unosi się odór siarki spowodowany obecnością smoków. Nie, tym razem nie przyjdzie nam wcielić się w dzielnego, zapuszkowanego bohatera, lecz staniemy po smoczej stronie mocy. Będziemy palić miasta, ubijać aroganckich śmiałków na koniach i porywać co rusz piękniejsze dziewki. Wszystko po to, by nasz tytułowy stos powiększał się o kolejne skarby.
Tak w wielkim skrócie prezentuje się zabawa z HOARD. Nie ma tu żadnej kampanii fabularnej, twórcy nie pokusili się o wymyślenie nawet najprostszej historii, co mnie dotkliwie rozczarowało tym bardziej, iż gra aż się prosi, by wkleić do niej jakąś zabawną historyjkę i okrasić kilkoma misjami z określonymi wytycznymi. Tego jednak zabrakło, w zamian Big Sandwich Games zaserwowało trzy tryby rozgrywki różniące się nie tyle gameplayem, co warunkiem wygranej.
Pierwszym z nich jest tryb Treasure, który polega na zgromadzeniu jak największej ilości skarbów przed upływem czasu. W tym celu siejemy spustoszenie w miastach, eliminujemy rycerzy i ich twierdze, napadamy na podróżujące karawany oraz likwidujemy magiczne wieże będące istną kopalnią drogocennych kryształów. Nie jest to jednak takie proste, bowiem miasteczek strzegą łucznicy gotowi w każdej chwili posłać w nasza stronę śmiercionośne strzały. W grze nie można jednak całkowicie zginąć, kiedy tylko nasz pasek zdrowia osiągnie magiczną cyfrę zero, smok automatycznie leci do swojego stosu, by raz-dwa zregenerować siły. Wraz z upływem określonego czasu nasz potencjalny wynik jest liczony podwójnie lub potrójnie, jednakże jeśli latająca bestia otrzyma zbyt wiele obrażeń albo jakiś podstępny złodziejaszek wykradnie nieco z naszego skarbca, mnożnik jest natychmiastowo wyzerowany. Kolejną przeszkodą są inne smoki, które stają z nami w szranki o miano najbogatszego gada na planszy. Oponenci potrafią nas bezczelnie zaatakować i jeśli ich ofensywa się powiedzie, zagarną dzierżone przez nas skarby i dostarczą do własnego stosu. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy i my nieco przypiekli wrogom łuski. W zależności od tego jaki rezultat na koniec osiągniemy, otrzymamy określony medal (lub nie dostaniemy go wcale, jeśli wynik jest naprawdę żałosny).
BAJKA O KSIĘŻNICZKACH
Drugim trybem jest Princess Rush. W przeciwieństwie do Treasure, tutaj zawsze będziemy musieli rywalizować z przedstawicielami naszego gatunku. Celem zabawy jest pojmanie piętnastu księżniczek przed upływem określonego czasu. Na tego typu levelach aż roi się od jeźdźców w srebrnych i czarnych zbrojach, dlatego trzeba się mieć na baczności. Tym bardziej, że jak tylko pochwycimy piękność w różowej sukni, ci ruszają w naszą stronę. Możliwe jest też odbicie księżniczki ze stosu oponenta (pod warunkiem, ze tego akurat nie ma w swoim siedlisku). Co ciekawe, gra nie każe nas w przypadku, gdy wróg szybciej wykona wytyczne i istnieje szansa, iż otrzymamy medal nawet w wypadku niepowodzenia. Nie do końca jest to zrozumiałe, ale mniejsza o to.
Ostatnim trybem dla pojedynczego gracza jest tytułowy HOARD, choć jego nazwa jest myląca, bowiem tutaj wszystko opiera się na zasadach survivalu. Naszym zadaniem jest przetrwać za wszelką cenę i muszę przyznać, ze jest to nie lada wyzwanie. Już po upływie pierwszej minuty zewsząd jesteśmy atakowani przez licznych rycerzy, magiczne wieże strzelające błękitnymi kulami wyrastają jak grzyby po deszczu, a zdobycie księżniczek, które tutaj pełnią rolę apteczek staje się karkołomnym zadaniem. Co jakiś czas smok otrzymuje bonus do parametrów i stosunkowo szybko osiąga maksymalny poziom poszczególnych umiejętności, jednakże przetrwanie wciąż nie jest takie proste, gdyż bestia nie może regenerować swoich sił w siedlisku. Kolor medalu jaki otrzymamy zależy od długości naszych zmagań. Musze przyznać, że swego czasu cieszyły mnie brązy, bo osiągnięcie srebrnej nagrody to już wyczyn wymagający długiej praktyki z tytułem.
BAJKA O SKARBACH
Nasz gadzi podopieczny może rozwijać swoje umiejętności, pod warunkiem, że zbierze określoną ilość skarbów. Są cztery smocze skille. Współczynnik szybkości determinuje prędkość poruszania się, siła ognia zwiększa moc i wydłuża czas trwania płomienia, rozwinięty udźwig zapewni dużą ilość skarbów dzierżonych w tym samym czasie, z kolei obrona określa naszą wytrzymałość na ataki przeciwników wszelkiej maści. Rozwój protagonisty jest bardzo ważny dla efektów naszych wypraw po wielkie skarby, jednak nie trzeba obchodzić się z nim jak z jajkiem i rozdawanie punktów metodą „do wszystkiego po trochu” często się sprawdza.
Do designu plansz nie można się przyczepić. Poszczególne levele są tak zaprojektowane, aby graczom zbytnio nie ułatwiać zdobywania skarbów, ale też nie przychodziło to im z potworną trudnością. W niektórych miejscach można natrafić na pojawiające się od czasu do czasu power-upy dające bonusy w postaci lodowego oddechu, przyspieszenia lub resetowania mnożnika punktacji wroga. Co ciekawe, sami możemy zdecydować w jakiej scenerii ma się rozgrywać akcja. Podstawka zawiera krajobraz letni i zimowy, po zakupie odpowiedniego DLC możemy jeszcze bawić się w pustynnej aranżacji. Grafika w HOARD jest ładna i przyjemna dla oka, wszystko obserwujemy z rzutu izomerycznego. Choć do oprawy wizualnej nie mam szczególnych zastrzeżeń, to jednak nie uzasadnia ona przesadzonych i zbyt wygórowanych (jak na taką produkcję) wymagań sprzętowych. Muzycznie tytuł nie wyróżnia się szczególnie na tle innych, jednak utwory prezentują się ciekawie i słuchanie ich nie powoduje chęci wyłączenia głośników.
HOARD to naprawdę ciekawa gra zręcznościowa, którą warto się zainteresować. Ciekawy gameplay, możliwość współpracy ze znajomymi, ładna grafika i spora grywalność są wystarczającą rekomendacją, by sięgnąć po ten tytuł. Twórcy przygotowali także tryb kooperacji maksymalnie dla czterech graczy. Sama zabawa w singlu dostarcza sporo frajdy, jednak ze znajomymi pokłady grywalności szybują w górę. Czasami jednak ciężko znaleźć chętnych do gry w sieci i niestety nierzadko musiałem namawiać kumpli do wspólnych sesji z grą. W sumie co-op oferuje wszystko to, z czym mamy do czynienia w czasie godzin spędzonych w trybach single. Duży wpływ na ocenę końcową ma brak kampanii fabularnej oraz wysokie wymagania sprzętowe w stosunku do jakości technicznej. Przydałby się także edytor map, ale to już czepianie się na siłę. Mimo wszystko trzy i pół punktu należy się tej produkcji.







