Recenzja
ydawnictwa Rockstar Games to pozycje z najwyższej półki. Każda produkcja, szczególnie od Grand Theft Auto 4 nafaszerowana jest świetnie napisanymi dialogami, filmowymi cutscenami i dodatkowym contentem po brzegi. Gry z wytłoczonym logo R zapewniają wiele godzin rozgrywki, gdzie samo ukończenie linii fabularnej zajmuje sporo czasu, by dalej przykuć do ekranu dodatkowymi misjami, wyzwaniami czy znajdźkami. Można powiedzieć, że są to gry niemal idealne. Red Dead Redemption kontynuuje tą tradycje oddając w ręce graczy historię osadzoną pod koniec ery Dzikiego Zachodu w konwencji GTA. Ta gra na długo zapadnie w pamięci graczy.
Klimatyczne wprowadzenie w trakcie którego poznajemy protagonistę Johna Marstona od razu rzuca nas na odległe stepy amerykańskiej prerii dając mocno do zrozumienia, że nie jest to świat dla mięczaków. John Marston jednak żadnym skorupiakiem nie jest, to twardziel z gangu, który wbrew swej woli dogaduje się z federalnymi by dokonać tytułowego odkupienia win i wrócić do sielskiego życia w gronie żony i syna. Zanim się tak jednak stanie poznamy wiele ciekawych charakterów, mniej lub bardziej lubianych przez społeczeństwo i wykonamy przeróżne misje.
Piach, kaktusy i konie
Obszar, który możemy przemierzać jest ogromny. Na początku naszej przygody możemy poruszać się po terenie New Austin by w trakcie fabuły przenieść się do Neuvo Paraiso w Meksyku, a na końcu wrócić do West Elizabeth skąd rozpoczęliśmy naszą przygodę. Działa to na takiej samej zasadzie jak kolejne wyspy w GTA. Każdy z tych terenów posiada unikalną faunę i florę oraz charakterystyczne topografię. Graficy i Level designerzy osiągnęli tutaj swoiste opus magnum. Te krainy naprawdę żyją i nie potrafią się znudzić. Nie ma dwóch takich fragmentów na mapie, którym można zarzucić powtarzalność – to nie lada wyczyn. Co więcej, po czasie poznajemy pewne charakterystyczne elementy krajobrazu, dzięki którym nie potrzebujemy zaglądać do mapy, by dotrzeć do celu. Pokłony dla ludzi, którzy nad tym pracowali.
Na szlaku co rusz natykamy się na przeróżne zwierzęta – sarny, dziki, niedźwiedzie, ptactwo, kuguary, lisy, węże i wiele innych – na które możemy polować by oprawione mięso i skóry sprzedawać. Za darmo amunicji do rewolweru w końcu nie dają. Na bezdrożach i stepach zbieramy zioła czy szukamy ukrytych skarbów z mapą w dłoniach (jedne z wyzwań i kolejny sposób na wzbogacenie się). W trakcie tych eskapad natykamy się na losowe zdarzenia, jak np. nawołująca o pomoc z zepsutego wozu kobieta, która faktycznie jest pułapką zastawioną przez okoliczny gang, a to łotra który ukradł komuś konia, bądź goniące za biedną niewiastą wilki które możemy lub nie zastrzelić. W mieście napotykamy cwaniaków próbujących swoich sił w pojedynku w samo południe, zdarzają się także akty przemocy wobec prostytutek którym także możemy zapobiec w przerwie między dostarczaniem kolejnych bandytów poszukiwanych listem gończym ze znanym sloganem – Dead or Alive.
Jest tego tak dużo, że ciężko dalej wymieniać, a wszystko to obserwujemy z grzbietu dzielnego rumaka. Konie to podstawowy środek lokomocji, ale za darmo ich nie dają, możemy je zagarnąć od innych lub sami złapać, w końcu mamy lasso jak na prawdziwego cowboya przystało. Pamiętam wiele produkcji w której występowały konie, choćby TES IV: Oblivion ale te z RDR są najlepiej wykonane w dotychczasowej historii gier komputerowych. Dzikie konie zachowują się jak żywe, wierzgając kiedy próbujemy je ujeździć. Animacja kłusowania, cwałowania czy galopu sama prosi się o słowa uznania. Wiadomo, że nie każdy chce jeździć na karym czy kasztanie dlatego koni o różnej maści jest w grze tyle ile gustów – każdy znajdzie coś dla siebie. Po za tym możemy przemieszczać się za stosowną opłatą dzięki dorożką lub pociągiem. Są to jednak znacznie wolniejsze i bardzo sztywne środki komunikacji, rumaki są bezsprzecznie niezastąpione.
Lufa rewolweru
By wspomóc nas w walce o swoje czerwone i śmiercionośne odkupienie w świecie gry odnajdziemy wiele modeli rewolwerów, pistoletów, strzelb, karabinów i obowiązkowego dynamitu, a nawet broń snajperską i miotaną. Amunicji nie jest wiele co zmusza nas do celnego trafiania do celu – w końcu jesteśmy rewolwerowcem. Mechanika celowania jest bardzo przyjemna i podzielona została na trzy kategorie: Casual, Normal i Expert. Pierwsze ustawienie sprawia, że wciśnięcie przycelowania automatycznie naprowadza na najbliższego przeciwnika. Na ekspercie wszystko zależy od nas, a normal jest czymś pośrednim, występuje tam naprowadzanie ale tylko jeśli celownik jest w pobliżu wrogiego bandyty i na tym ustawieniu gra się wyjątkowo przyjemnie. Dla unikania kul z pomocą przychodzi system osłon, który stał się ostatnio standardem, a jego mechanika niczym nie różni się od tego z GTA IV.
Ciekawym aczkolwiek oklepanym przez inne produkcje elementem mechaniki walki jest system Dead Eye, czyli takie zwolnienie czasu które pozwala nam szybciej wyeliminować oponentów. Wygląda to bardzo podobnie do systemu zaprezentowanego przez rodzimy Techland w serii Call of Juarez. Cóż inspiracja tym co dobre nie jest powodem do narzekań. Po za bronią palną mamy niezawodny nóż, noże do rzucania przydatne w „cichych” misjach, koktajle mołotowa oraz dynamit. Zaciśniętych pięści również możemy użyć, ale po za Saloonem raczej nam się nie przydadzą.
Hello Stranger
W trakcie przemierzania bezkresów Ameryki napotkamy na swojej drodze wielu nieznajomych. Niejednokrotnie zlecą nam przy okazji jakieś wyszukane zadanie lub po prostu będą pojawiać się w niespodziewanych raczej sytuacjach i miejscach, prezentując swoje przedziwne osobistości. Jak np. facet w garniturze i wysokim cylindrze, który za każdym razem gdy nas spotyka mówi o sprawach których znać nie powinien, by w ostatecznej konfrontacji, gdy Marstonowi puszczą nerwy zostawić gracza z dziwnym pytaniem o pochodzenie jegomościa. Albo człowiek szukający drogi do Californii by w końcu ujrzeć bezkres oceanu. Każda z tych postaci ma na tyle ciekawy charakter i zadanie ze sobą związane, że poszukiwanie ich sprawia niebywałą przyjemność.
Tak samo jak wszelkie inne wyzwania. Wspomniane wcześniej polowania na zwierzęca, zbieranie ziół to dopiero początek. Mamy wyzwanie na najlepszego strzelca, po kraju rozsiane są kryjówki gangów które możemy sukcesywnie oczyszczać, możemy ujeżdżać konie za pieniądze albo pełnić straż nocną w jednym z kilku miejscowości. Do tego dochodzą minigierki, które potrafią skraść wiele godzin dając w zamian dużo satysfakcji. Możecie się zmierzyć w rzucaniu podkowami, uprawiać hazard grając w pokera, blackjacka czy kościanego pokera. Może także siłować się na rękę z umięśnionymi Meksykanami lub spróbować nie uciąć sobie palca w trakcie machania wokół dłoni nożem na czas. Wszystko to, by graczowi przypadkiem się nie nudziło, nawet osiągnięcia są tak zaprojektowane aby gracz faktycznie czuł satysfakcje np. za zabicie i oskórowanie 18 niedźwiedzi grizzly. To się chwali.
Siedmiu wspaniałych
W grze po za trybem dla pojedynczego gracza mamy również tryb rozgrywek sieciowych. Generalnie polega on na robieniu tego samego co w singlu tylko ze znajomymi. I to działa, jednak byłoby nudne gdy nic więcej nie oferował o czym Rockstar dobrze wie. Dlatego mamy tutaj typowy Team Deathmatch gdzie dwie drużyny stają naprzeciw siebie, jest tryby kooperacji w którym wykonujemy interesujące misje, które mimo iż znane z singla w coopie dają dużo więcej frajdy. W drużynach możemy również rozbijać kryjówki gangów czy ścigać się na koniach.
Zabawa jest przednia, a nawet tyle czasu po premierze serwery nie świecą pustkami. Oczywiście Battlefield to nie jest, ale nudzić się raczej nie da. Postać naturalnie zdobywa punkty doświadczenia, które zwiększają nam poziom. Każdy poziom to nowe skórki dla wirtualnego awatara, nowe bronie, konie a nawet byki – prawdziwy cowboy musi jeździć na czarnym rogatym potworze. Progres jak w każdej grze sprawia, że dostajemy więcej i więcej.
W stronę zachodzącego słońca
Rozpisałem się i mógłbym pisać jeszcze więcej. Ta gra jest po prostu fenomenalna. Niestety tylko posiadacze konsol, bo na komputerach osobistych gra się nie ukazała. A szkoda, każdy powinien mieć szansę w nią zagrać. To niesamowite jak wiele treści, pięknych krajobrazów i dobrych dialogów może się zmieścić na jednej płytce DVD. Zastanawiające jest, że Rockstar zawsze potrafi dopieścić swoje produkcje by stały się swoistymi perełkami wśród gier komputerowych.
Możecie być pewni, że dodatkiem Undead Nightmare również się zajmę, konwencja zombie może i jest oklepana ale na dzikim zachodzie hord nieumarłych jeszcze nie widziałem, a pewnie jest to diablo wyśmienite połączenie.







