Recenzja
Gdy dotarłem do końca mojej surrealistycznej podróży, jaką odbyłem obcując z Zeno Clash, ogarnął mnie niepohamowany żal. Okazuje się, że dzieło chilijskiego studia Ace Team mogło być grą legendarną, fenomenalną i wyśmienitą. Niestety, twórcom najwyraźniej czegoś zabrakło, bowiem nie byli w stanie oszlifować diamentu, jakim niewątpliwie jest recenzowana produkcja.
MASZ BANA!
Akcja zabawy rozgrywa się w niepowtarzalnym, fantastycznie wykreowanym świecie o nazwie Zenozoiku. Głównym bohaterem opowieści jest Ghat, który zostaje wygnany z rodzimej wioski po zabójstwie Ojczymatki – stwórcy i opiekuna całego plemienia. Jako, że owa/ów Ojczymatka miał/a wręcz boski status i był/a przedmiotem swoistego kultu, bracia i siostry Gatha kierując się żądzą zemsty na „ojcomatkobójcy”, ruszają za nim w pościg. Głównym celem naszego protagonisty jest nie tyle ciągła ucieczka, co konieczność poznania sekretu swojego rodzica. Na szczęście z pomocą przyjdzie mu piękna dziewczyna o imieniu Deadra, gotowa posłużyć radą w każdej sytuacji.
Fabuła przedstawiona została na dwóch płaszczyznach – akcja w czasie teraźniejszym przeplatana jest retrospekcjami, dzięki którym gracz dokładnie dowiaduje się szczegółów opowieści. Muszę przyznać – ta wciąga i osobiście śledziłem ją z zapartym tchem. Sam motyw przeskakiwania między wydarzeniami aktualnymi, a tymi z przeszłości wypadł znakomicie, flshbacki zostały bardzo dobrze rozmieszczone względem akcji teraźniejszej.
Z PÓŁOBROTU…
Zeno Clash może pochwalić się wyśmienicie zrealizowanym systemem walki wręcz. Jest on prosty w obsłudze i naprawdę intuicyjny, lecz przy tym nic nie traci na efektowności. Do naszej dyspozycji oddano szereg ciosów, począwszy od zwykłego uderzenia, po powalające bomby, których nie powstydziłby się sam Chuck Norris. Ataki można łączyć w kombosy, co zwiększa efektywność naszych działań. Bardzo ważnym aspektem jest defensywa, blokowanie kanonady ciosów oponenta w odpowiedniej chwili da nam znaczącą przewagę, chociażby za pomocą odbicia wymierzonego uderzenia i błyskawicznego wyprowadzenia kontry.
To właśnie walka wręcz sprawia, że Zeno Clash w materii gameplayu jest tak wyśmienity. Jednakże nawet taka kraina jak Zenozoiku nie mogła się obyć bez broni palnej. Nie mamy tu do czynienia z jakimiś zwykłymi pukawkami – twórcy postawili na kreatywność tworząc własny, niesamowity oręż do walki na dystans. Co prawda jego zastosowanie jest wszystkim doskonale znane, bo przecież pistolet zawsze pozostanie pistoletem, ale za to ich design jest wprost fenomenalny. Nie mogłem jednak oprzeć się wrażeniu, że broń palna została zaaplikowana do rozgrywki jako smaczny dodatek. Walka wręcz sprawia dużo więcej frajdy i, co tu dużo mówić, jest bardziej skuteczna. Otrzymanie mocniejszego ciosu od przeciwnika skutkuje utratą broni, stąd też, chcąc czy nie, będziemy głównie korzystać z pięści.
Kolejnym plusem jest realizacja samych pojedynków. Walka z kilkoma przeciwnikami naraz potrafi przyspieszyć tętno i, co najważniejsze, wymaga od nas szybkiego, aczkolwiek przemyślanego działania. Jako, że wszystko obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby, nie widzimy co czai się za naszymi plecami, stąd też niekiedy zmuszeni jesteśmy skupić się na ataku i odpowiedniej defensywie jednocześnie. Brak ustawienia gardy w odpowiednim momencie przyniesie dotkliwe obrażenia, z kolei okładanie oponenta, który skutecznie osłonił się blokiem błyskawicznie wyczerpie naszą wytrzymałość.
BAJKOWY HORROR
Osoby odpowiedzialne za wykreowanie całego świata Zenozoiku stanęły na wysokości zadania. Kraina jest tak oryginalna, że próżno szukać podobnej konkurentki w innych produkcjach. Mamy tu do czynienia z hybrydą prehistorii i baśni, momentami lekkiego horroru. Całe otoczenie jest kompletnie surrealistyczne i niepojęte, a obserwując poszczególne elementy środowiska wprost nie mogłem oderwać wzroku od monitora. Są tu przerośnięte króliki, potężne gady gabarytami przypominające dinozaury i owady wielkie jak dorodny kokos. Do tego dochodzi bujna flora oraz nietypowa architektura i tubylcze zwyczaje Korwidów, którzy rzucają zupełnie nowe światło na pojęcie anarchii. Wszystko to zostało okraszone przepięknymi, ostrymi barwami, które cieszą oko.
Trzeba też wspomnieć o wspaniale zaprojektowanych modelach postaci. O ile przeciwnicy, z którymi przyjdzie nam stoczyć pojedynki dublują się, to już bardziej kluczowe postacie drugoplanowe są kompletnie różne i zaskakująco oryginalne. Najciekawiej prezentuje się Ojczymatka. Pierwszy kontakt z nią wymusił na mnie dokładne oględziny – nogi i twarz jak u ptaka, ręce lekko przypominające ludzkie, dzieci schowane za pazuchą w porze karmienia tworem piersiopodobnym… Wierzcie mi, takich doznań estetycznych nie zaoferuje pierwsza lepsza produkcja.
Niestety, Zeno Clash nie pozostaje bez wad. Pal licho kilka drobnych, nic nie znaczących błędów technicznych. Produkcja posiada dwa, bardzo poważnie mankamenty, które znacząco wpłynęły na ocenę końcową. Pierwszym z nich jest długość kampanii. Gdy już na dobre wsiąknąłem w świat ZC, ujrzałem napisy końcowe – przejście gry zajęło mi raptem cztery godziny, co jest wynikiem wręcz skandalicznym. Po drugie: mimo wszystko rozgrywka, choć miodna, jest skrajnie liniowa i powtarzalna. W sumie nie ma tu nic do roboty prócz śledzenia historii oraz bijatyk. Świat jest zamknięty na cztery spusty i cały czas podążamy z góry wyznaczoną ścieżką. Naprawdę szkoda, bo taką krainę, jaką jest Zenozoiku po prostu chciałoby się zwiedzać i podziwiać.
Stąd też mogę przyznać recenzowanemu tytułowi jedynie trzy i pół punktu. Gdyby tylko twórcy rozbudowali nieco fabułę, wydłużyli czas zabawy, otworzyli ten hermetyczny świat i wprowadzili kilka usprawnień, nie wahałbym się wystawić dużo wyższej noty. Trzeba jednak pamiętać, że Zeno Clash to pozycja jedyna w swoim rodzaju, z niepowtarzalnym klimatem i kreacją świata. Jeśli producenci gier mieliby się od kogoś uczyć awangardy, to tylko od Ace Team.







